16.12.2010 „Zwyczajny dzień”…
Ostatni dzień był niezły. Przez chwilę, osobiście, czułem się, jakby nie było tego syfu za oknem. Jakby czas się cofnął. Prze kilka godzin byłem u Viego na chacie, a nie w Bastionie. Wypiliśmy trochę czystej, ale tylko na smaka… musieliśmy być w ciągłym pogotowiu.
Kolejny dzień zapowiadał się całkiem spokojnie…
Wolno planowaliśmy kolejny wypad do Biedy po żarcie. Po tym jak dwa razy nas oskubali skurczybyki o wiele wcześniej skończył się prowiant.
Około 12:00 Misiek zawołał nas do kuchni. Na dachu był Beny.
- Słuchajcie, początkowo myślałem, że tylko mi się zdawało i mam omamy - zaczął - ale w oknie naprzeciwko siedzi typiarka i rzuca kamykami w nasze okna.
- Co? - powiedziałem - Poryło cię? - spoglądam do okna i rzeczywiście. Siedzi typiara w oknie i macha do mnie. Odsunąłem się jakoś nerwowo od okna, odruchowo uznałem, że to sztywny i muszę się schować.
Vi otworzył okno i zawołał do niej:
- Co ty tu robisz?
- Będziemy tak gadać przez okna jak cyganie, czy może zaprosicie nas do środka? - spytała nieznajoma, jej ton mnie lekko zdziwił.
Vi zamknął okno i powiedział do nas:
- JJ, idź do zbrojowni, przynieś kilka P99 w razie czego, coś mi tu nie gra. Misiek obstawiasz bramę, Szybki idź do Benego, powiedz mu żeby się nie zdradzał i powiedz wszystko co się dzieje. Nie zdradzamy żadnych szczegółów o nas. Morda w kubeł.
Każdy poszedł do swoich obowiązków. Wynikało z tego, że jest ich więcej. Trzeba uważać na kolesi. Wspominałem wcześniej, że z żywymi to tylko kłopot. Dobrze dogadywaliśmy się z Kolonią i mogliśmy im chyba zaufać w razie czego, po ostatnich przejściach. Nie było jeszcze okazji sprawdzić lojalności kolonistów, a Czarna była bardzo oddana, po prostu była w ekipie Bastionu, jak byśmy się znali od nie wiadomo ilu lat.
Razem z Vim otworzyliśmy drzwi i pomachaliśmy do przybyszki. Po chwili, skacząc pomiędzy leżącymi reklamówkami z gównem i zdechłymi sztywnymi przemknęli do nas do środka. Kiedy wchodzili ustawiłem się z tyłu klatki i ubezpieczałem Viego. Ten zatrzasnął drzwi i zaczął je barykadować, a ja stałem i przyglądałem się nowym. Jedna laska i jeden gość.
- Pod ścianę - powiedział do nich Vi.
- Co? - spytała laska - jak to?
- Musimy sprawdzić czy jesteście czyści - odpowiedział.
Wszystko wyglądało w miarę dobrze. Nie mieli żadnych ran. Wprowadziliśmy ich na dziedziniec. Tam już czekali na nas: Czarna, Homer, Misiek i Szybki. Beny został na dachu. Po chwili widziałem jak zerka na nas i sprawdza czy wszystko w porządku.
- Skąd jesteście? - spytał Vi.
- Z Kluczborka, wszyscy - odpowiedziała laska.
- Tułamy się po mieście, ciągle zmieniamy kryjówki - dodał gostek - ostatnie dni spędziliśmy w kamienicy naprzeciwko.
- Jak do was się zwracać? - spytał Vi.
Nieco napięta atmosfera była. Serce mi biło. Nie mieli przy sobie żadnej broni. Nic. Tak jak stali tak przyszli.
- Mówią mi Mała Mi, to jest Joszi, a to Spartan - odpowiedziała dziewczyna.
- Spoko, nie kojarzę was z widzenia, kompletnie - odpowiedział Vi.
- Ja was też - odpowiedziała.
- Jak długo wiecie, że tu jesteśmy? - spytał Vi.
- Od wczoraj - powiedziała Mała Mi - ale długo zastanawialiśmy się zanim do was zagadaliśmy.
- Czemu? - spytałem.
- Krąży w Kluczborku gang - odpowiedziała - raz na nich wpadliśmy. Stuknęli naszego kolegę, a potem w czasie ucieczki wpadliśmy na zombi. Wtedy poległ drugi kolega. Jak bym mogła to bym zatłukła tych bydlaków.
- Wtedy zginął mój brat - powiedział Joszi - nie mogłem mu pomóc. Jego ciało zatrzymało tych bydlaków.
- My też straciliśmy kompana - powiedział Misiek.
Rozmowa jakoś się potoczyła. Zaprosiliśmy ich do środka. Zauważyłem razem z Homerem, że ciągle się rozglądali. Obserwowali każdy szczegół Bastionu. Potem doszliśmy do wniosku, że to tylko zwykła ciekawość. Jak byłem pierwszy raz na dziedzińcu wiele lat temu to też byłem w szoku, że w moim mieście jest taka miejscówka. Dziedziniec robi wrażenie… inny świat.
Zrobiliśmy coś ciepłego do picia. Goście nie chcieli czystej. Byli głodni to daliśmy im konserwy. Zjedli spokojnie. W międzyczasie rozgadywałem wszystko z Vim.
- Miej ich cały czas na oku stary - powiedział do mnie - coś mi tu śmierdzi. Jak coś to wal bez ostrzeżenia.
- Spoko - odpowiedziałem - zaraz pogadam z Homerem i w razie czego bierzemy ich na ostro.
Nie było takiej potrzeby. Wszystko było w porządku.
Daliśmy im jedno mieszkanie. Przydało się. Dobrze, że Młody wtedy wszystkiego nie rozdupczył i nie rąbaliśmy mebli na opał. Ludziska cieszyli się z nowego lokum. Przekazaliśmy im wszystkie szczegóły bytowania w Bastionie. Głównie chodziło o to, żeby mieli mordy na kłódkę.
- I jeszcze jedno. Po godzinie „policyjnej” nie wychodzicie z mieszkania. W ogóle nie wchodzicie na górę ani nie schodzicie do piwnicy. Ostrzegam, że mamy w nocy wartownika i można dostać po mordzie, jak ktoś będzie łaził. Napalcie sobie w piecu i jutro dostaniecie jakieś zajęcie - powiedział do ekipy Vi.
Potem spotkaliśmy się na rozmowie. Wystawiliśmy podwójną wartę tej nocy. Szybki objął dach na noc, Misiek dziedziniec. Mieli radia w razie czego.
- Myślisz, że coś kombinują? - spytałem Viego.
- Nie, myślę, że są posrani - odpowiedział - ale musimy im pokazać, że my tu rządzimy i nie ma takiego o wchodzenia do Bastionu. Może wyglądają na pewnych siebie, ale jak dla mnie to teraz się cieszą, że weszli do naszego zamku.
- Powiem jeszcze Miśkowi żeby uważał - dodałem - coś tak jakoś maślane gały robi do Małej Mi.
- Broń pochowana w bezpiecznym miejscu - powiedział jeszcze Vi na odchodne - w razie czego nie skroją nam niczego ostrego. Śpię dziś z Onyksem pod poduszką.
- Ja też - odpowiedziałem - elo ziom.
- Elo - odpowiedział Vi.
Poszedłem do Miśka.
- Jak tam? - spytałem i zapaliliśmy po malborasku.
- Gitara - odpowiedział.
- Uważaj dziś w nocy stary - powiedziałem - każde pierdnięcie podawaj na radiu.
-Spoko stary - odpowiedział - nie spinaj ziom, to zwykli ludzie, nic się nie stanie.
- Będę siedział do późna i czuwał - powiedziałem - będę miał radio także, dawaj co jakiś czas cynk, że żyjesz. Idę jeszcze do Szybkiego pogadać. Trzymaj się.
- Stary nie spinaj tak - powiedział Misiek - nic nie będzie dzisiaj w nocy!
- Ta, kiedyś coś podobnego wyczytałem, a rano zaczęła się wojna światowa, heh, pozdro ziom - dodałem i poszedłem.
Wspiąłem się na dach. Pogadałem z Szybkim na ten sam temat i powiedziałem mu co i jak. Powiedział podobnie jak Misiek, żebym był spokojny i będzie gitara, nowi w Bastionie odświeżą atmosferę.
- Spoko idę do siebie - powiedziałem.
Pisałem kronikę tej nocy. Zabijałem tym samym czas. W jednym z mieszkań urządziliśmy siłownię. Ciężary i sztangi zgarnęli z jakiegoś innego mieszkanka. Trenowaliśmy trochę - dla wzmocnienia i dla zabicia czasu.
Rozstałem się z ziomkami jakoś po 22. Jeszcze o 2, albo 3 w nocy dawałem im cynk na radiu i padłem.
Znowu miałem koszmary tej nocy. Spanie o tej porze mnie stresowało. Wolałem zasypiać nad ranem i gnić potem do południa. Wtedy nie miałem koszmarów.
- JJ!!! Kurwa JJ!!! - krzyczało radio we śnie. Nie chciało mi się wstać do niego. A co tam, śpię dalej, pomyślałem w letargu…
- Wstawaj kurwa!!! - krzyknął mi nad uchem Vi - zaatakowali Bastion!!!
Momentalnie usiadłem na łóżku. Z okna wychodzącego na dziedziniec zobaczyłem światło, paliło się coś. BUM!!! Eksplozja.
- Wstawaj! - krzyknął znowu Vi.
Usłyszałem kilka strzałów z dachu.
- Co się dzieje?! - krzyknąłem.
- Jeszcze kurwa nie wiem, za mną na dziedziniec!!! - krzyknął i wyskoczył z pokoju.
Na schodach zderzyłem się z Homerem. Miał w ręce P99 i latarkę. Nic nie mówił tylko biegł za mną na dół.
- Misiek!!! - krzyknął Vi i pobiegł w jego stronę. Leżał koło Vandury i zbliżała się do niego ciemna postać. Vi z rozbiegu, frontalnie z buta odepchnął sztywnego, który już był bardzo blisko. Ten poleciał na ścianę. Odbił się od niej głową i zostawił krwawy ślad na niej. Leżał na ziemi, ale jeszcze wierzgał. Rozlała się plama krwi.
- JJ, Homer, bierzcie go do środka! - krzyknął Vi - Szybki!!!
- Jestem! - odkrzyknął z góry.
- Co tu się kurwa stało?! - nie wiem, nadchodzą od Zamkowej!!!
- Ilu?! - krzyknął Vi.
- 15!!! - odpowiedział.
- Kurwa ognia!!! - krzyknął do niego Vi.
W tym momencie pierwszy sztywny wpadł przez bramę do środka… była uszkodzona.
Ktoś przebiegł obok mnie i potracił mnie barkiem. Nie widziałem kto bo tak padło światło od ognia. Błysnął tylko szpadel. Wtedy go rozpoznałem. Świst i pierwszy sztywny padł.
- Beny, weź mołotova i podpal przejście w bramie! - krzyknął Vi.
- Co z Miśkiem?! - odkrzyknął. Z góry padło kilak strzałów.
- Koniec amunicji!!! - krzyczał z góry Szybki.
Ściągnęliśmy Miska do środka Bastionu.
- Kurwa zostawiłem Onyksa na górze - powiedział Vi - musimy ugasić ogień bo cała kamienica się zajmie.
Zostałem na klatce z Miśkiem, próbowałem go cucić. Homer z maczetą wyskoczył na dziedziniec. Beny wołał o pomoc. Nie mógł znaleźć koktajli, a już dwóch sztywnych weszło do środka. Homer go wspomógł.
Gdzieś po minucie Misiek się obudził.
- Wstawaj kurwa! - krzyknąłem.
- Co się stało? - spytał.
- Ewakuacja, Bastion otwarty - odpowiedziałem - wstawaj!
Na hasło, że Bastion otwarty Misiek zebrał się i podniósł. Oparł się o ścianę i zaczął rozmasowywać czachę. Wyszedłem na dziedziniec.
Beny trzymał bramę. Po chwili Czarna odjechała Vandurą kawałek, w głąb dziedzińca. Szybki był już na dole z maczetą. Wysypał cały magazynek z P99 i dobił do nas. Stałem bez broni. Vi próbował gasić ogień.
- Gdzie te kurwa nowe pizdy?! - krzyknął Vi.
- Spierdolili! - krzyknął Misiek z drzwi.
- Jak to?! - krzyknąłem.
- Generator - odpowiedział Misiek. Wszystko było jasne.
Po chwili walki z ogniem Beny krzyknął:
- Sztyyywnii!!! - a w bramie pojawiło się około 10 głów. Szybki wrzucił do środka bramy koktajl Mołotowa i podpalił wchodzących. Zaczął się straszny kwik, zarzynanie 10 świniaków na raz.
Jeden z nich minął ogień i wszedł na dziedziniec. Homer do niego doskoczył i przeciął mu bebechy. Wszystkie flaki wylały mu się na nogi. Pośliznął się na nich i padł na plecy. Juha waliła z jego wielkiej dziury. Po chwili przestał się ruszać. Buchnął z niego smród jak z kanału.
- JJ ze mną po broń, Beny jak nie dacie rady tutaj to zabarykadujcie drzwi do Bastionu i na dach! - krzyknął Vi.
Ruszyliśmy pędem po schodach, nie mieliśmy przy sobie światła. Wszystko odbywało się po omacku. Po chwili już w mieszkaniu wzięliśmy awaryjne latarki z szafki w przedpokoju i zgarnęliśmy broń. Onyks, maczeta i P99. Zawróciliśmy szliśmy z powrotem. Potknąłem się o coś ciężkiego - młot. Bardzo długi i ciężki. Wziąłem go dla Miśka, bo przecież on też był bez niczego. Pocioty nowe zabrali jego broń i nawiali.
Po chwili byliśmy na dziedzińcu.
- Wysłałem przed chwilą Czarną na dach z karabinem - powiedział na dole Beny.
- Są tu deski - zaczął Homer- wzmocnimy bramę - i zaczął organizować wszystko.
Ogień dogasał. Kanister, który kilkanaście minut wcześniej wybuchł na dziedzińcu wypalił się. Resztę benzyny szybko przenieśliśmy do środka. W bramie leżały zwęglone ciała. Wtedy nie zwróciłem uwagi na smród.
- Vi!!! - krzyknęła Czarna - idą! Około 100! Od rynku!
- Wystrzel racę!!! - krzyknął do niej Vi.
To był pomysł Homera… w razie nagłego ataku strzelamy racą żeby odwrócić uwagę sztywnych od naszej pozycji. Nie wiedzieliśmy czy to zadziała. Na jakimś filmie działało. Mieliśmy jeszcze kilka rakietnic sylwestrowych z wędkarskiego.
Wyjrzałem zza bramy i mało brakło a bym się porobił ze strachu. Szli do nas, a barykady nie ma. Czarna nadal nie strzelała. Byli coraz bliżej. Dałem znać chłopakom żeby się naszykowali do ewakuacji.
Strzał, poleciała flara. Zawisła na spadochronie w powietrzu i wolno opadała po stronie wieży ciśnień. Stanąłem na środku bramy. Sztywni minęli wejście i poszli na wieżę ciśnień. Nie odwracając się do chłopaków pokazałem im kciuk do góry. Miało to oznaczać, że wszystko gra i raca zadziałała.
Zacząłem się cofać do reszty. Nadepnąłem na zwęgloną czaszkę sztywnego. Pękła i zmiażdżyłem ją butem. Głośne chrupnięcie spowodowało, że kilku sztywnych obejrzało się na nas. Obrócili się i weszli do bramy. Bez skradania doskoczyłem do chłopaków. Nie mogli strzelać bo wtedy cała horda weszłaby do środka. Czarna wystrzeliła teraz z jakiejś butelki sztuczny ogień który trafił w dach muzeum obok wieży ciśnień. Wybuchł i zrobiło się na chwilę jasno.
Chłopaki w tym czasie stanęli w jednej linii i czekali na sztywnych. Tak się zastanawiam teraz, czemu od razu nie barykadowaliśmy drzwi do Bastionu od razu tylko się stawialiśmy… kurna broniliśmy naszej twierdzy! Bastion to coś więcej niż schronienie. To ostoja, mała ojczyzna. Kurna dom!
Weszło ich do nas chyba 6 sztuk. Kiedy się zbliżyli to rozeszliśmy się żeby nie stać jak cioty. Vi ściął pierwszego, zaraz Homer drugiego, dla mnie też przypadł jeden. Beny z Szybkim stanęli po obu stronach Vandury. Sztywny nie mógł się zdecydować na którego iść i odwracał się raz w tę raz tę stronę. Kolejny padł u jego stóp ścięty przez Homera. W tym momencie w górę poszedł kolejny sztuczny ogień. Nieco bliżej Bastionu. Sztywni dalej mijali bramę, a ten koło Vandury stał na rozstaju dróg i nie wiedział, na którą się zdecydować.
Misiek wyszedł na sam środek dziedzińca i ustawił się za sztywnym. Oparł młot na ziemi, zrobił krok do przodu i zamachnął się na umarlaka. Trafił go pod prawą rękę i młot wbił mu się do środka ciała przez żebra. Użył za dużo siły i puścił trzonek, który wpadł do ciała sztywnego i razem z nim uderzył w ścianę. Sztywny już nie wstał. Siła uderzenia była tak duża, że chyba w środku się rozleciał cały. Ciężki i głuche uderzenia. Na szczęście jego ciało wytłumiło uderzenie i sztywni nie zwrócili na to uwagi. Misiek podszedł i wyciągnął młot z jego klatki piersiowej. Przeraźliwy zgrzyt zmiażdżonych i połamanych żeber ocierających się o stał wypełnij dziedziniec. Ciary poszły po plecach.
Poleciał kolejny strzał ze sztucznych ogni. Sztywni mijali naszą bramę i nikt nie obracał się do środka.
- Panowie chowamy się i morda - powiedział Vi.
Ukryliśmy się na dziedzińcu. Vi kazał mi iść z radiem do Czarnej. Drugie radio zostało na dole.
Po kilku minutach byłem na dachu i przygotowaliśmy razem kolejny strzał.
- Co tam się dzieje w centrum? - spytał ktoś z Kolonii.
- Zaatakowano nas - odpowiedział Vi - odwracamy uwagę sztywnych.
- Idę po Szefa - odpowiedział głos.
- Vi - powiedziałem do radia - ramie Y na Zamkowej pełne tego gówna, będzie z tysiąc głów. Cały czas nachodzą od strony rynku. Nie widać końca.
- Przyjąłem, wchodzimy do Bastionu i będziemy barykadować drzwi - odpowiedział Vi.
- Czekajcie na strzał i wtedy ruszycie - powiedziałem i przygotowałem fajerwerk. Poszedł prosto na wieżę ciśnień. Sztywniaki szli i szli w stronę muzeum i w stronę ronda przez Krakowską.
Po chwili na radiu odezwał się Szef:
- Co u was?
- Robimy nowy rok - odpowiedział Vi.
- Potrzebujecie wsparcia? - spytał Szef.
- Na razie sytuacja jest opanowana - odpowiedział Vi - ponad tysiąc sztywnych mamy pod Bastionem i brak bramy, ale powinno być dobrze.
- Vi - powiedziałem do radia.
- Co? - spytał.
- Jest ich coraz więcej - powiedziałem - ruszyliśmy chyba bydlaków aż ze stawu Kościuszki, sznur nie ma końca. Krakowska pełna syfu, Zamkowa to samo.
- A złe wieści? - odpowiedział kozacko Vi, ale był na pewno świadom, że zaczęło się niezłe bagienko. Sztuczne ognie strzelały ostatecznie za blisko Bastionu, ostatnia rakieta poszła kiedy osłaniałem chłopaków przejście do Bastionu. Cały syf zaczął się gromadzić koło nas. Jeszcze do tego nie było bramy…
- Złe wieści to takie, że mamy za mało benzyny żeby spalić tych skurwysynów - odpowiedziałem - idę zobaczyć czy możemy zejść na Drukarską i zaraz dam ci cynk. Wzmocnijcie drzwi na dziedziniec, nie mogą ich sforsować, tylko cicho.
- Przyjąłem - odpowiedział Vi.
Kiedy szedłem w stronę rynku po dachach Vi przypadkiem nacisnął na przycisk, który służył do nadawania komunikatów przez radio i usłyszałem ich rozmowę, dosyć niewyraźną:
- Bierzemy żarcie i zostajemy na dachu stary - powiedział chyb Misiek.
- Co się stało - spytał Vi Miśka.
- Mała Mi mnie zaatakowała, podeszła do mnie bardzo blisko i jak już miałem się do niej zbliżyć uderzyła mnie pałą w łeb, tyle pamiętam - odpowiedział Misiek.
- Ostatni raz robią z nas wała kurwa! Przypadkowe spotkanie, jak ich dorwiemy to zrobimy egzekucję - powiedział Vi i po chwili spytał - JJ, jak sytuacja?
- Horda wypełniła Krakowską i Zamkową. Sztywni stoją. Czekaj, teraz zaczęli kocioł, jak w parku. Bastion odcięty… - odpowiedziałem po chwili łamiącym się głosem.
JJ; Vi
=
=